Sherida i Marijn (Den Haag, Wassenaar)


2013-06-24 11:25:00

Sherida i Marijn mieszkają w pieknym, starym domu gdzies pomiędzy Leiden i Hagą. Pierwszy raz kiedy do nich przyjechałam od razu wiedziałam, że to wyjątkowa rodzina. Można było poczuć ciepło i miłosć zaraz po przekroczeniu progu drzwi wejsciowych. Sherida powiedziała mi, że dla niej bardzo ważne jest by mieć na slubnych zdjęciach wszystkich gosci a w szczególnosci całą rodzinę, ponieważ w ten sposób chcą utrzymać piękne wspomnienia o każdej z tych osób.

Dzień slubu wreszcie nadszedl – 19.04.2013. Zimny i deszczowy :(  Przyjechałam z samego rana, gdy dzieciaki były nadal w piżamach a Panna Młoda była w trakcie przygotowań. Muszę przyznąć, że byłam pod wrażaniem, jak dobrze radzą sobie Sherida i Marijn z czwórka chłopców biegających wokół! I wszyscy byli kochani i mili dla siebie. Zrobilismy kilka zdjęć w trakcie przygotowań i trochę poznalismy się nawzajem, jedząc w tym samym czasie sniadanie. :) Wszystko wydawało się nieco chaotyczne, ale nie mielismy żadnych opóznień! Tylko pogoda nie była zbyt łaskawa, ale udało nam się znalezć moment by zrobić zdjęcia plenerowe. Udalismy się do pobliskiego parku w Wassenaar. Było strasznie zimno i padało i pomiędzy zdjęciami Sherida musiała się ogrzewać ciepłą kurtką by uniknąć gęsiej skórki. Na szczęscie męska częsć naszej grupy była ubrana nieco cieplej.:)

Wrócilismy prawie zamarznięci do domu na ostatnie przygotowania przed ceremonią. Przyjaciółka Panny Młodej zabrała mnie autem do Hagi..i przez przypadek zrobiłysmy wycieczkę dookoła miasta (dzięki za zwiedzanie!!), ale i tak udało nam sie dotrzeć na miejsce na czas. :) I słońce zaczęło swiecić!! Ceremonia slubna i recepcja mialy miejsce w pawilonie plażowym La Cantina w Scheveningen. Zaslubiny były dosć krótkie, ale jak zawsze bardzo wzruszające! Szczególnie widok dzieci podpisujących akt małżeństwa!

Mimo iż nie było własciwie bardzo ciepło, to osłonięci od wiatru przez budynek, moglismy w pełni rozkoszować się słońcem! Jaka miła zmiana!!

Po recepcji Sherida, Marijn, ich przyjaciele i rodzina kontynuowali swiętowanie w domu mamy Sheridy. WOW – jakie jedzenie ona przygotowała!! I jaką ilosć!! Szok! Myslę, że surinamska kuchnia stała się tego dnia jedną z moich ulubionych.

To wszystko mozecie zobaczyć na zdjęciach…dobrą i złą pogodę, przyjazną rodzinną atmosferę i szczęscie (nie możecie tylko poczuć fantastycznego zapachu jedzenia!!). Wszystkiego najlepszego Sherida i Marijn na nowej drodze życia!!